Chcesz się napić piwa? Nie kupuj browaru!

Chcesz się napić piwa? Nie kupuj browaru!

Ludzie posty piszą, zwykłe, polecone.

Ta parafraza tekstu popularnej niegdyś grupy Skaldowie oddaje wprost idealnie tendencje panujące wśród osób prowadzących firmowe fanpejdże na Facebooku. Przez posty zwykłe rozumiemy oczywiście posty publikowane przez administratorów co kilka, kilkanaście dni bez dodatkowych zabiegów reklamowych. Takie działanie nie wymaga wielkiej kreatywności, ale przygotowanie nawet zwykłego posta zajmuje trochę czasu i wymaga poświęcenia mu uwagi. Kiedy już będziemy gotowi, wybierzemy ewntualnie wykonamy odpowiednie zdjęcie lub wideo ustalimy odpowiedni tekst, zgodny z wymogami copywritingu publikujemy dumnie taki post na firmowym fanpage i… .

I… niestety nic. Post widzi garstka spośród fanów, zbiera on kilka lajków i prawie zawsze zero komentarzy. Gdzie popełniliśmy błąd? Otóż na ogół nie popełniliśmy błędu!

Sytuacja, którą wyżej opisałem wynika po prostu z polityki samego Facebooka: zasięgi organiczne czyli bezpłatne są ograniczane. Po prostu musimy pogodzić się z faktem, że przeciętny post dociera zwykle do 7-9 procent fanów! Musisz zdać sobie sprawę, że jeśli na przykład 1000 osób polubiło Twoją stronę na
Facebooku, to każdy Twój post zobaczy (przeczyta) 70 do 90 osób!

Sytuacje, którą wyżej opisałem dotyczy oczywiście przeciętnego fanpejdża firmowego, a nie na przykład strony popularnej celebrytki. Jej posty są lajkowane, komentowane i udostępniane przez jej fanów w tysiącach odniesień, co zwielokrotnia zasięgi organiczne. Jaki mamy zatem wniosek: Starannie i regularnie publikowane zwykłe, organiczne posty, to kawał dobrze
wykonanej, nikomu niepotrzebnej roboty.

A jak wygląda sprawa postów tak zwanych poleconych czyli po prostu reklamowych?

Na pierwszy rzut oka znacznie lepiej.  Facebook zachęca nas do promowania postów umieszczając przy nich, po ich publikacji, magicznego niebieskiego przycisku Promuj Post. Wybierasz podstawowe ustawienie grupy odbiorców (demografia, lokalizacja, zainteresowania etc), ustalasz budżet, jaki chcesz na promocję przeznaczyć i klikasz niebieski przycisk. Facebook zaczyna
promować Twój post, czyli sprawia, że jest on wyświetlany tym osobom, które najchętniej go skomentują lub polajkują. Zatem wszystko gra!

Czy jednak na pewno?
Czy osoby, które oznaczą Twój post „serduszkiem” coś u Ciebie kupią? Czy zostawią swoje dane kontaktowe? Czy chociaż polubią Twój fanpejdż? Nie, nie, po trzykroć nie!

I czy w ogóle można promować każdy opublikowany post? Otóż nie – na przykład wtedy gdy na zdjęciu umieściłeś zbyt wiele tekstu (sic!). A co jeśli promowany post chcesz edytować? Nie da rady. A czy możesz wpływać na to gdzie się taki post wyświetla (na przykład w prawej kolumnie albo na
Instagramie)? Nie masz na to wpływu. Nie muszę już chyba dodawać, że nie masz również możliwości zaplanowania takiej formy reklamy w dogodnym czasie, nie masz dostępu do statystyk (tylko porównanie zasięgu organicznego do płatnego).

Czy zatem można powiedzieć, że nie ma korzyści z użycia wariantu „Promuj post”? Ależ takie korzyści są. Szkoda jedynie, że ich bezpośrednim beneficjentem jest… sam Facebook a nie TY!

Każdy może, nie każdy potrafi.

Facebook stworzył niezwykle precyzyjny mechanizm reklamowy pod nazwą Menedżer Reklam. Każda osoba prowadząca jakikolwiek fanpejdż ma do niego, czyli do menedżera dostęp, ale prawie nikt z niego nie korzysta. Dlaczego? Ponieważ jest to niezwykle rozbudowany, całkowicie  samoobsługowy system tworzenia reklam.

Oto jak wygląda główne okno Menedżera Reklam:
 

Już na pierwszy rzut oka widać, że sprawa nie jest prosta. Wielość możliwości powoduje prawdziwy zawrót głowy. Osoba nie mająca doświadczenia w tym procesie jest często po prostu bezradna, stojąc przed wyborem optymalnej ścieżki postępowania. A zauważmy, że poza osobami prowadzącymi liczne
kampanie reklamowe, pracującymi w agencjach, zwykły Kowalski  dministrujący firmowym fanpejdż (często poza innymi licznymi obowiązkami), nie ma żadnego pola, aby zdobyć doświadczenie niezbędne do efektywnej pracy.

Niektóre firmy, zdające sobie sprawę, że jeśli nawet wrzucanie postów na firmowego fanpejdża można powierzyć „Pani Kasi z sekretariatu”, to zrzucenie na nią prowadzenia kampanii reklamowych byłoby drogą donikąd. Podmioty te korzystają wówczas z zewnętrznych specjalistów, zdając sobie sprawę, że
wykształcenie wewnętrznego specjalisty od reklamy na Facebooku wymaga wiele czasu, uczestnictwa w szkoleniach i… sporo kasy. Stare przysłowie mówi: nie kupuj browaru, jeśli się chcesz napić piwa :-).

Tym wszystkim firmom, którym bliska jest opisana wyżej polityka bardzo chętnie deklaruję swoją pomoc. Skontaktuj się za mną. Sposobów na to jest kilka. A najprostszy z nich to mail na adres:
ryszardholubowicz@gmail.com

Please follow and like us:

Dodaj komentarz