Czy jestem cudotwórcą?

Czy jestem cudotwórcą?

Pewnie nie, chociaż teza, którą za chwilę postawię, może Cie wprowadzić w osłupienie.

Jeden rzut oka, na Twoją stronę internetową pozwoli mi osądzić, czy Twoje działania na Facebooku mają sens, czy są po prostu, wybacz, ale wyrzucaniem pieniędzy w błoto!

Przypomnijmy podstawowe, niezaprzeczalne fakty.

  1. Facebook tnie zasięgi organiczne – Twoje posty, które Ty, albo ktoś w Twoim imieniu, wrzucacie na Facebooka, i których przygotowanie wymaga oczywiście pracy, docierają do coraz mniejszej liczby odbiorców. Tu nic nie zmienisz – taka jest oficjalna polityka portalu Zuckerberga. [patrz artykuł]
  2. Reklama na Facebooku staje się koniecznością – chcesz docierać do potencjalnych odbiorców – musisz się reklamować. Facebook stoi na stanowisku, słusznie skądinąd, że prowadzisz swój fanpage nie dla rozrywki, a w celach biznesowych, więc musisz się dzielić potencjalnymi zyskami. [patrz artykuł]
  3. Facebook zachęca Cię do użycia „Promuj post” – i robi to nie bez powodu. System reklamowy Facebook Ads, jest naprawdę skomplikowanym tworem i ogromna większość firm nie jest gotowa go stosować. Ale kasa musi się zgadzać, stąd Facebook wprowadził namiastkę w postaci „Promuj post”, która niczego Tobie tak naprawdę nie daje, ale zapewnia korporacji olbrzymie wpływy. [patrz artykuł]

Wiem jednak też, że są firmy, które przekroczyły pierwszy próg wtajemniczenia, i korzystały z panelu Menedżer Reklam. Płaciły za wyświetlanie reklamy ich potencjalnym klientom. Reklamy o aktualnej ofercie, o nowych produktach, o promocjach cenowych. Newralgiczne jest tu określenie potencjalny klient. A zatem na ogół jest to osoba, które pierwszy raz zetknęła się firmą i jej ofertą.

Zapamiętaj!

Reklama sprzedażowa skierowana do osób, które nie znają Twojej firmy, to tylko strata Twoich pieniędzy.

Jedyną słuszną drogą postępowania jest najpierw dać się poznać, a dopiero potem próbować coś sprzedać, zgodnie z zasadą poznaj mnie –>polub mnie–>zaufaj mi–>kup (ode mnie)

I tutaj docieramy do sedna problemu. Oferty czysto sprzedażowe mają jedynie sens w remarketingu , a więc w marketingu skierowanym do osób, które miały już jakąś styczność z Twoją firmą, chociażby odwiedziły Twoją stronę internetową. A jak do takich osób dotrzeć? Poprzez zainstalowanie na stronie specjalnego kodu remarketingowego, tak zwanego Piksela Facebooka.

[patrz artykul]

Firmy nie posiadające piksela są jak ślepe, nie widzą swych potencjalnych klientów, nie mogą do nich dotrzeć. Remarketing jest dla nich niedostępny!

Jeśli, jak mniemam, nie masz jeszcze na stronie Piksela Facebooka, mam dla Ciebie dwie wiadomości. Obie dobre. Po pierwsze grubo ponad 80% firm jeszcze go nie zainstalowała. Po drugie, jeśli zainstalujesz go jeszcze dziś, to Facebook będzie przechowywał te dane i będziesz je mógł wykorzystać w remarketingu nawet za rok.

A już na sam koniec, jak stwierdzić, czy firma stosuje (albo raczej może stosować) remarketing?

Wystarczy zainstalować w swojej przeglądarce internetowej Chrom tak zwaną wtyczkę Piksel Helper i już będziesz mógł sprawdzić każdą firmę pod kontem stosowania remarketingu! [ patrz artykuł]

Jeśli masz jakiekolwiek uwagi lub zapytania do tego artykułu, zostaw komentarz albo napisz na ryszardholubowicz@gmail.com

Na ryby

Na ryby

Gdy byłem dzieckiem, fascynowało mnie wędkarstwo. Zamiłowanie to zawdzięczałem oczywiście mojemu Ojcu, który był naprawdę zapalonym wędkarzem. Pamiętam, jak dziś, dziesiątki wypraw, które odbyliśmy wspólnie nad Wisłę, Wieprz, Tanew, Bug i wiele innych polskich rzek.

Ale najbardziej zapamiętałem sytuację podczas wakacji w ukochanym Prudniku, miejscu, gdzie jako dziecko jeździliśmy z Rodzicami co roku w sierpniu do domu moich Dziadków.

Miałem wtedy 5 lub 6 lat i dziecięcym zachwytem oczekiwałem na obiecaną przez Ojca wyprawę nad staw, w którym mój Ojciec łowił olbrzymie, nawet 15 kilogramowe karpie. Ojciec przygotował dla mnie wędkę z całym osprzętem i rozpoczął się mój połów życia… .

A właściwie powinien się rozpocząć, bo zamiast olbrzymich karpi, od czasu do czasu, łowiłem małe, płotki, okonki lub inną drobnicę. Taka sytuacja trwała około, jak dziś pamiętam, dwóch godzin i, co tu ukrywać, zaczęła prowadzić do dziecięcego zniechęcenia. Ojciec widząc tę sytuację uśmiechnął się i… zmienił mój zestaw wędkarski. Inne wędzisko, inny kołowrotek i przede wszystkim inna przynęta ulokowana na znacznie większym haczyku.

Na rezultaty nie musiałem długo czekać. Już po kwadransie wyciągałem z wody, trzęsąc się z niesamowitych emocji, pierwszego, ukochanego, kilogramowego karpia!

Z perspektywy czasu, myślę, że Ojciec chciał mnie po prostu nauczyć cierpliwości, ale ja wyciągam z tej historii także inne wnioski. To co robisz i jak robisz będzie miało sens tylko wtedy, gdy zastosujesz środki adekwatne do Twojego celu!

Dziś, gdy zamieniłem matematyczną, doktorską „togę” na specjalizację w marketingu na Facebooku, patrząc na działania niektórych firm, wciąż wracam myślami do mojego pierwszego karpia.

Ile pracy wkładanych jest w przygotowanie postów, których nie czyta nikt, poza garstką znajomych (patrz artykuł). Ile pieniędzy jest „przepalanych” przez użycie przycisku „Promuj post”, który niczego nie zapewnia (patrz artykuł). Jak spektakularne wyniki można by osiągnąć, gdyby korzystać w pełni ze statystyk i optymalizacji. Czy nie pora jest wykorzystać potęgę systemu reklamowego Facebooka czyli Facebook Ads? Pomyślcie, może już nadszedł czas, aby „zmienić zestaw”?

Chętnie w tym pomogę. A sukces jaki wspólnie osiągniemy naprawdę może Cię zaskoczyć!

Smutne Przypadki Pani Beatki

Smutne Przypadki Pani Beatki

Pani Beata, atrakcyjna blondynka po czterdziestce, od kilku lat prowadziła swój salon fryzjerski, pod mało wyszukaną nazwą „Salon Beata”, w małym, sennym miasteczku na wschodzie Polski. Miała swoje stałe klientki, chociaż w miasteczku funkcjonował konkurencyjny salon prowadzony przez tę wredną Jadźkę, i ona, ta Jadźka próbowała kiedyś uderzać do Pani Mecenasowej, żeby się u niej czesała, ale nic jej z tego nie wyszło. I dobrze tej jędzy!

Na początku maja, przedpołudniową nudę przerwał Beacie dziwny telefon. Dzwonił jakiś facet, Wiśniewski, czy jakoś tak, i mówił coś o jakimś RODO. Beata grzecznie odmówiła – wie, że każdy musi z czegoś żyć – ale ona naprawdę nie jest tym zainteresowana. Wtedy ten Wiśniewski zaczął mówić o jakiś karach i tu cierpliwość się wyczerpała. Spławiła gościa bez mydła.

Pewnie zapomniałaby szybko o całej sytuacji, gdyby nie niedzielna wizyta dawno nie widzianej w domu, jej córki Patrycji, która pracuje w Lublinie. Opowiadały sobie ostatnie ploteczki i Patrycja wspomniała, że u niej w firmie ostatnio wszyscy mówią o RODO.

Nie ma co ukrywać, Beata nieco się wystraszyła, szczególnie gdy usłyszała (ponownie) o grożących karach, a szczególnie ich wysokości. Wspólnie z córką zdecydowała, że musi z tym coś zrobić. W internecie znalazły firmę, która za 200 złotych sprzedawała „Pakiet ds. RODO”. Zgrzytnęły zębami, ale kliknęły, zapłaciły i już po chwili były w posiadaniu sterty dokumentów. Beata wszędzie wpisała dane swojej firmy, dla porządku każdą stronę opatrzyła pieczątką i… po sprawie.

Minęło kilka miesięcy. Nic nie zapowiadało armagedonu, który miał wkrótce nadejść…

Wszystko zaczęło się od awantury z Jadźką. Ta… okropna kobieta podkupiła Janka, najlepszego fryzjera w salonie Beaty. Spotkały się na rynku i w końcu Beata wygarnęła spod serca co naprawdę o niej myśli. Ludzie mieli niezły ubaw, ale Beacie trochę ulżyło.

A potem już było tylko gorzej.

Zgubiła telefon, w którym miała wszystkie kontakty, Kowalska przyszła z pretensjami, że użyła do farbowania preparatu, na który jest ona uczulona i na koniec, jak grom z jasnego nieba, wizyta Mecenasowej, z pretensjami, że ktoś dodał na portalu randkowym ogłoszenie z jej adresem mailowym. A ona nikomu go nie udostępniała poza przyjaciółkami, które są poza podejrzeniem, Beacie i swojej krawcowej.

Gdy po dwóch tygodniach, Beata zaczęła wracać do równowagi przyszedł finał tej apokalipsy – kontrola z urzędu dotycząca wycieku danych osobowych z firmy Beaty. Okazało się oczywiście, że ten „Pakiet RODO” nie jest wart papieru, na którym go wydrukowano, że nie zgłosiła ewidentnego wycieku danych ze swojej firmy i… .

Nie pastwmy się już dłużej nad losem nieszczęsnej Beaty. Ona nie uniknie srogich kar.

Póki jest jeszcze czas, proszę Cię: Nie wchodź w „buty Beaty”

Więcej o RODO możesz przeczytać tutaj

 

Niebieski przycisk „Promuj post”. Czy istotnie warto?

Niebieski przycisk „Promuj post”. Czy istotnie warto?

Jeszcze 5 – 6 lat temu na Facebooku panowało prawdziwe, promocyjne eldorado. Każdy fanpage łatwo pozyskiwał fanów i byli oni naprawdę aktywni. Tej aktywności sprzyjał fakt, że tak zwane zasięgi organiczne (czyli uzyskane bez pomocy reklam) były potężne. Często post opublikowany na firmowej stronie na Facebooku docierał nawet do 80% wszystkich fanów.

Jednak już od kilku lat w sieci trwały dyskusje czy Facebook ucina (ogranicza) zasięgi organiczne, dlaczego tak się dzieje i jak temu zaradzić. Administratorzy przytaczali przykłady, że świeżo publikowane posty widzi nie więcej niż 20% fanów strony. Patrząc historycznie wypada stwierdzić, że to były naprawdę niezłe czasy :-).

Wątpliwości rozwiał w styczniu 2018 roku założyciel i szef Facebooku Mark Zuckeberg. W swoim słynnym oświadczeniu zapowiedział, że korporacje zmienia zasady gry i odtąd na profilach użytkowników będą dominować posty rodziny, znajomych i … reklamy. Oczywiście wszystko dla dobra i wygody użytkowników. Przesadne troska o mnie zawsze budziła moje wątpliwości, więc zacząłem w tym szukać drugiego dna.

Oceńmy sytuację z bardziej ogólnego punktu widzenia. Facebook korporacją nastawiona na zyski swoich inwestorów. Jej obecna wartość przekracza 500 miliardów dolarów. Co jest jej największą wartością? Wszelkie dane dotyczące miliarda jej użytkowników. A skąd może czerpać przychody? Wyłącznie ze sprzedawania reklam. Reklam, które ze względu na posiadane przez Facebooka informacje o użytkownikach MOGĄ być niezwykle skuteczne.

Facebook stworzył potężny system reklamowy. Precyzyjny, dynamiczny i wciąż uaktualniany. I, co może najważniejsze – kompletnie zautomatyzowany. Nawet największe polskie media potrafią osobiście odwiedzić potencjalnego klienta sygnalizującego chęć zakupy reklamy. Ba, rozmowa telefoniczna z konsultantem reklamowym Google nie jest niczym nadzwyczajnym. A poszukiwania kontaktu telefonicznego do Facebooka są ulubionym żartem doświadczonych marketerów.

System reklamowy Facebooka, czyli tzw Facebook Ads jest przepotężnym narzędziem, nak którym wciąż pracują tysiące programistów. Uważam, że już w niedalekiej przyszłości Facebook Ads będzie elitarnym kierunkiem na wielu polskich (i nie tylko) uczelniach.

I w tym miejscu dochodzimy do sedna problemu.

Facebook stworzył cudowne narzędzie, z którego… mało kto korzysta!

I ktoś w Facebooku wpadł na genialny (dla finansów Facebooku) pomysł:

Stworzymy magiczny, niebieski przycisk z napisem „Promuj post”.

Udaje on znakomicie „system reklamowy”, będąc jedynie jego namiastką, substytutem, takim reklamowym przedszkolem. A jednocześnie podobno połowa przychodów Facebooka jest generowana przez „Promuj post”! Bo jet to łatwe, przyjemne, chociaż… nieskuteczne. Wielu administratorów fanpage twierdzi, że reklama na Facebooku jest nieskuteczna. W pełni się z tym zgadzam, jeśli istotnie jest ona prowadzona poprzez niebieski przycisk!

A przecież jest wybór. Jeżdżąc sześciobiegowym Lamborghini byłbyś wściekły, gdybyś musiał używać wyłącznie pierwszego biegu.

Ale wśród moich Czytelników znajdą się pewnie też osoby, które promowały się wyłącznie za pomocą „Promuj post” i są… zadowolone. No cóż, jazda Lamborghini, nawet tylko na jedynce może być niezapomnianym przeżyciem :-).

A mówiąc serio, przedstawię krótko kilka opcji reklamy, które, jakkolwiek przydatne, są nieosiągalne z poziomu „Promuj post”.

  1. Uruchamiania zaawansowanych algorytmów Facebooka (reklama „Promuj post” jest zbyt uboga).
  2. Możliwość edycji postów.
  3. 11 celów reklamowych (wobec jedynej ścieżki Aktywność–> Promuj post)
  4. Możliwość wyboru lokalizacji reklamy.
  5. Możliwość zaplanowania postu
  6. Dokładne statystyki (wobec porównania zasięgów organicznych i płatnych)

Jeśli ten artykuł Cię zainteresował, zaciekawił, zainspirował zapraszam Cie do kontaktu.

Ryszard Hołubowicz

ryszardholubowicz@gmail.com

PS. Z tematem Facebooka wiąże się też fascynujący świat tak zwanych chatbotów, które można zaprogramować tak, aby w pełni AUTOMATYCZNIE obsługiwały Twojego firmowego Messengera (wtyczka „Wyślij wiadomość). Ale to już temat na całkiem inne opowiadanie :-).

Osiem Mitów na Temat Reklamy Facebook

 

 

1. Należy jak najprecyzyjniej targetować reklamy

System Facebook Ads pozwala bardzo precyzyjnie kierować reklamy na Facebooku. Stąd wielu marketerów maksymalnie (laserowo) ogranicza swoje grupy docelowe. Takie targetowanie istotnie może pomóc dotrzeć do osób, które mogą być najbardziej zainteresowane produktem ale niekoniecznie do tych, którzy najczęściej konwertują! Oprócz unikalnych sposobów kierowania reklam Facebook ma przede wszystkim także algorytm pozwalający wybierać osoby, które z dużym prawdopodobieństwem kupią Twój produkt. Pozwól Facebookowi wykonać jego pracę – w końcu za to mu płacisz :-).

Laserowy wybór odbiorców końcowych powoduje, że grupy docelowe są zbyt małe i algorytm Facebooka może nie poradzić sobie z wyborem osób które najchętniej kliknęłyby w reklamę.

Grupy odbiorców liczące nawet po kilkaset tysięcy osób pozwalają precyzyjniej wybrać osoby odpowiednie!

2. Reklamy z Facebooka nie działają w sektorze B2B

Niektórzy twierdzą że nie warto jest kierować reklam w sektorze  Biznes2biznes poprzez Facebooka Ads. Przecież osoby, do których chciałbyś w ten sposób dotrzeć to są na Facebooku raczej dla rozrywki. Otóż, nieprawda. Osoby z tej grupy są na Facebooku, bo często wymaga tego ich praca. A przecież Ty nie tylko możesz targetować odbiorców według grupy demograficznej, branży, stanowisk, tytułu ale przede wszystkim możesz stworzyć grupę odbiorców podobnych (lookalike), która automatycznie znajduje ludzi podobnych do twoich klientów. Wystarczy na przykład wgrać w odpowiednim miejscu bazę email Twoich klientów a Facebook sam znajdzie podobne osoby.

3. Reklama musi być „ładna”

W szczególności niektórzy twierdzą że należy na przykład używać fotografii ludzi uśmiechniętych. Nie jest to do końca prawda. Pamiętaj: twoja reklama ma tylko jeden – cel musi zwrócić uwagę osób, które mogą być potencjalnie zainteresowane zakupem. Reklama zdecydowanie musi się wyróżniać, ale niekoniecznie przez to że jest w cudzysłowie ładna

4. Musisz mieć jak największą ilość fanów

Wiele osób zakłada, że zdobywanie fanów w ostateczności się opłaci, ponieważ więcej osób zobaczy Twoje posty na swoich profilach i ostatecznie zostanie klientami. To niestety nieprawda. To że ktoś polubił Twoją stronę na Facebooku nie oznacza wcale, że jest bliski zostania realnym klientem. A przecież zasięgi organiczne na Facebooku stale spadają, więc często Twoi fani nie zobaczą wcale twoich postów. Musisz przede wszystkim prawidłowo wybierać cele kampanii, aby osiągać własne cele biznesowe, które zwykle są konwersjami, generowaniem lidów lub  aktywnym ruchem. Ponadto wiele osób, które polubi twój post reklamowy może zostać twoimi fanami – wystarczy wykorzystać przycisk Help Inviter.

5. Należy retargetować reklamy na wszystkich odwiedzających Twoją stronę

To naprawdę częsty błąd. Musisz tworzyć różne grupy odbiorców niestandardowych i kierować do nich różne zestawy reklam. Pamiętaj, że na ogół najbardziej perspektywiczną grupą docelową jest grupa odbiorców, którzy odwiedzili twoją stronę zakupową, chociaż nie dokonali zakupu, a nawet rejestracji. Kierowanie reklam do wszystkich osób odwiedzających stronę powodować może przepalanie budżetów. Pomyśl, że część osób mogła wejść na Twoją stronę bo… szukała pracy. Czy jest sens kierować reklamy właśnie do nich?

6. Reklamy w prawej kolumnie nie działają

To niestety bardzo rozpowszechniony i szkodliwy mit. Jego powodem może być nagminne tworzenie łączonych zestawów reklam, które są ustawione na płacenie za wyświetlenia, a nie kliknięcia linku. Chcąc stosować reklamy w prawej kolumnie należy się skoncentrować zawsze wyłącznie na tym celu i płacić jedynie za kliknięcia linków. Pamiętaj w prawej kolumnie masz znacznie mniejszą konkurencję, ceny są niższe i twoje reklamy będą częściej wyświetlane.

7. Wskaźnik trafności reklamy jest najważniejszym wskaźnikiem

Można powiedzieć, że wskaźnik trafności określa, czy twoje reklamy podobają się odbiorcom. Ale wskaźnik ten nie do końca koreluje z kosztem pozyskania użytkownika i zwrotem z inwestycji. Często reklamy z niższym wskaźnikiem trafności po prostu nawet lepiej konwertują.

8. Reklamy na Facebooku są drogie

To stwierdzenie Można uważać za wymówkę osób które nie radzą sobie z systemem reklamowym Facebooka. W Polsce przy stawce 20 zł na dzień można już uzyskać naprawdę dobre wyniki. Oczywiście przy odpowiednim poprowadzeniu kampanii Facebook Ads. Nie ma dziś lepszego kanału reklamowego, pozwalającego uzyskiwać dobre wyniki przy tak niskich kosztach.

Na podstawie

Asi Dayan

https://www.wordstream.com/blog/ws/2018/03/20/facebook-advertising-myths

STOP – Nielegalnym konkursom

Nieznajomość prawa szkodzi, to maksyma z którą należy się liczyć. Tym nie mniej, jeśli naruszenie prawa wynika po prostu z zawiłości jego meandrów albo wątpliwości w jego stosowaniu – można być wyrozumiałym. Jeśli natomiast ktoś z całą świadomością łamie jego postanowienia, działając przy tym na niekorzyść konkurencji, o pobłażliwość jest trudno.

Jak bumerang wraca sprawa legalności prowadzonych na Facebooku konkursów. Niektórzy organizatorzy albo działające w ich imieniu agencje marketingowe prowadzą konkursy z naruszeniem zarówno przepisów prawa, jak i regulaminu Facebooka. Można to bez wątpienia uznać za czyn nieuczciwej konkurencji wobec tych wszystkich, którzy przestrzegają wszystkich reguł, stawiając ich z góry na przegranej pozycji.

Przy organizacji konkursu na platformie Facebook kluczowe są następujące zagadnienia:

  • żądanie udostępnienia postów konkursowych, oznaczania osób itd.,
  • brak regulaminu konkursu (dla niepoznaki nazywanego czasami „zabawą”),
  • brak odprowadzenia podatku od laureatów,
  • niejasne zasady rozstrzygania konkursu.
  • brak zgłoszenia konkursu do Izby Celnej w przypadku występowaniu w konkursie jakiegokolwiek (sic!) elementu losowości.

Wszystkie one, poza pierwszym, wynikają z przepisów polskiego prawa, a więc nie ma tu raczej żartów. Pomimo to niektóre, wydawałoby się profesjonalne firmy, działają jak dzieci we mgle, narażając się na naprawdę dotkliwe kary.

Osobnym zagadnieniem jest nagminne łamanie Regulaminu Facebooku. A przecież skoro jesteś gościem (tak, tak gościem) w tym portalu to przestrzegaj reguł ustanowionych przez gospodarza.

Śmiem twierdzić, że to właśnie łamanie regulaminu Facebooka poprzez wymuszanie udostępnień lub oznaczeń jest najbardziej nieuczciwe. Dzięki takiej postawie niektóre fanpage budują olbrzymie zasięgi w sposób ewidentnie niedozwolony. Ta metoda pozwala działającym w sieci oszustom na budowanie olbrzymich zasięgów, obiecując internautom własny domek albo samochód, którym jeździł znany piłkarz. Znam marketerów, którzy wprost przyznają się do łamania regulaminu na zasadzie „nie mamy pana płaszcza i co pan nam zrobi?”

Jeśli brakuje Ci wiedzy na temat prowadzenia konkursów na Facebooku polecam Ci artykuły:

Moniki Czaplickiej 

Tomasza Palaka 

Wojciecha Wawrzaka

Zapraszam również do zapoznania się z moim artykułem poświęconym podobnym zagadnieniom.

Jak odzyskać zapomniane hasło

Często zdarza się stresująca sytuacja, gdy musisz sobie przypomnieć hasło do jakiegoś serwisu, a go po prostu nie pamiętasz, bowiem na co dzień logujesz się do niego automatycznie, wykorzystując pamięć swojej przeglądarki internetowej. Przyznam się, że mnie taka sytuacja zdarzała się wielokrotnie, powodując niepotrzebną frustrację.

Jest jednak proste rozwiązanie tego problemu. Poniżej przedstawiam instrukcję krok po kroku jak to zrobić.

Podświetlamy ukryte hasło prawym przyciskiem myszy

I klikamy w sekcji „Zbadaj”

Naszym oczom ukazuje się taki oto widok

Znajdujemy polecenie „type=”password”” i podświetlamy go prawym przyciskiem myszy, jak poprzednio

Zamiast podświetlonego słowa „password” wpisujemy z klawiatury słowo „tekst”

Klikamy Enter i naszym oczom ukazuje się taki oto ekran!

Hasło odzyskane, a my możemy wrócić do pracy 🙂

Ps1. Pragnę poinformować, że pokazane w instruktażu hasło zostało zmienione 🙂

Ps2. Cały ten schemat może służyć zarówno w dobrej, jak i złej sprawie. Podobnie jak zwykły nóż.

Mam nadzieję, że czytający ten tekst będą używali tego sposobu wyłącznie do celów etycznych. Trudno na marginesie nie wspomnieć, jak ważne jest wylogowywanie się serwisów, szczególnie, jeśli nie korzysta się z danego komputera wyłącznie osobiście. A zapisywanie w przeglądarce internetowej haseł, gdy ktoś inny może jeszcze korzystać z tej samej maszyny, aż prosi się o kłopot!

foto: pexels.com

Czy masz już swojego asystenta sprzedaży/obsługi klienta, pracującego 24/7 bez umowy o pracę?

Jako dzieciak zaczytywałem się w powieściach Julesa Verne, a moją ulubioną była „Tajemnicza Wyspa”, do której wracałem wielokrotnie. Wśród bohaterów książki pamiętam postać marynarza Pencroffa, który nawiązał świetne relacje z… udomowionym szympansem. Małpa go słuchała, potrafiła odgadnąć jego polecenia i była znakomitym pomocnikiem w kuchni. Marynarz był dumny ze swego wychowanka i powtarzał:

  • Na początek ci nic nie zapłacę, ale po roku podwoję twoją pensję!

Przypomniałem sobie o tym powiedzeniu, gdy zacząłem zgłębiać tajniki komunikacji prowadzonej za pomocą chatbotów. Czy nie byłoby marzeniem każdego pracodawcy posiadanie wysoko wykwalifikowanego pracownika, który może pracować 24 godziny na dobę, przez 7 dni w tygodniu i w dodatku zupełnie za darmo? Ta fantazja staje się faktem, ale o szczegółach opowiem za chwilę.

Poświęćmy teraz kilka minut na przyjrzeniu się procesowi komunikacji na linii potencjalny klient – firma. Generalnie, mając jakieś pytanie do konkretnej firmy, napiszę do niej maila lub zatelefonuję.

Oba sposoby mają swoje zalety, ale i wady. Adres mailowy jest łatwy do pozyskania i pozwala na przesłanie pełnego zapytania. Wadą jest na ogół długi czas oczekiwania na odpowiedź, o ile… w ogóle ją dostaniemy. I to nie tylko z braku chęci odpowiedzi, ale też często z powodu nie odczytania wspomnianego zapytania. Wszech obecny spam, powoduje, że sporo wartościowych wiadomości ląduje w koszu lub w zakładce Oferta, co na jedno wychodzi.

A zatem wykorzystujemy raczej telefon. Niestety także i tu czekają nas przykre niespodzianki. Numer telefonu, który pozyskamy zaprowadzi nas na ogół do centrali i musimy pani po drugiej stronie słuchawki (chociaż czy w dzisiejszych, smartfonowych czasach, to co przytykamy do ucha można jeszcze nadal nazywać słuchawką?) tłumaczyć na czym polega nasz problem i prosić o skierowanie do właściwego rozmówcy. Ten może być jednak zajęty lub wręcz nieobecny, a jeśli już się z nim skontaktujemy, może być po prostu „nie w temacie”. Zatem poprosi o przesłanie pełnej informacji mailem i…. wracamy do punktu pierwszego.

A może jeszcze o czymś zapomniałem? Jasne – mamy przecież media społecznościowe, a przede wszystkim Facebooka. Niemal każda szanująca się firma posiada dziś swój fanpage, czyli swoją stronę firmową na Facebooku. Łącznie z tym mamy do dyspozycji aplikację Messenger, która zdobywa miano najpopularniejszego komunikatora świata. Początkowo wykorzystywana wyłącznie do kontaktów prywatnych, dziś pozwala na komunikację na linii osoba – firma (a także firma – osoba, czym zajmiemy się później). No właśnie, kluczowe tutaj jest słowo „pozwala”. Pozwala, ale mało która firma to wykorzystuje!

Facebook na fanpage danej firmy wyświetla komunikat, jak długo możemy oczekiwać na odpowiedź przedstawiciela firmy, gdy klikniemy w okienka Rozpocznij (ewentualnie Wyślij wiadomość). Nierzadko ten czas oczekiwania wynosi nawet nie godziny a całe dnie! :-(.

Messenger obecnie wprowadził ułatwienie dla firm. Można w jego ustawieniach wybrać opcję sugerowanych pytań, jakie można zadać potencjalnemu pytającemu. Firmy, zaczęły to nagminnie stosować, ale nadal niewiele to zmienia – na odpowiedź trzeba czekać wciąż godzinami.

Tu pozwolę sobie na drobny wtręt. Pytania sugerowane przez sam Messenger pojawiają się automatycznie na podstawie najczęściej zadawanych zapytań. A co będzie jak zorganizowana grupa hejterów zacznie pisać „czy przestaniecie w końcu okradać ludzi?”. Czy to pytanie pojawi się sugerowanych opcjach? Moim zdaniem nie można tego wykluczyć.

Wróćmy ponownie do dylematu email czy telefon, a może messenger? A może coś zupełnie innego? A co byś powiedział na w pełni zautomatyzowaną, „wypasioną” infolinię telefoniczną? Bingo, chociaż koszty utrzymania są niemałe (średnio kilkaset złotych miesięcznie), ale ten sposób komunikacji potencjalnego klienta z firmą wydaje się najlepszy. Precyzyjnie ustalasz typy oczekiwań klienta, przygotowujesz warianty odpowiedzi i co najważniejsze robisz to tylko raz, przy konfiguracji usługi. Nie zapominasz oczywiście o magicznym guziku „zero”, który pozwala połączyć się z „żywym” konsultantem.

No to mamy jasność. Infolinia wyprzedza telefon, maila i messengera. A to że musisz pokrywać stałe miesięczne koszty, mimo że telefonów na infolinię nie musi być początkowo wcale dużo? No cóż, zaciskasz zęby i płacisz. W komunikacji klient – firma nie ma lepszej opcji.

Zaraz, zaraz.

A pamiętasz, że wcześniej padło też stwierdzenie o komunikacji na linii firma – klient? Ktoś zadzwoni do firmy, uzyska zapewne potrzebne mu informacje, skorzysta z Twojej usługi, albo i nie i co wtedy? A no nic, koniec, finito! A przecież czymś go zainteresowałeś, możesz mu coś sprzedać. Ale jak? Przecież drugi raz raczej nie zadzwoni. Straciłeś go!

Spróbujmy się zresetować. Potrzebujesz kanału komunikacji z potencjalnym klientem, który to system

  • nie wymaga opłat abonamentowych

  • jest szybki jak zwykły telefon

  • pozwala na pełne przedstawienie firmy (albo jej oferty) jak poczta email

  • jest dostępny 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu jak infolinia

  • jest zintegrowany z Facebookiem, bo tu są Twoi klienci

  • pozwala na komunikację zwrotną (feedback) z każdym zainteresowanym Twoją firmą.

Takie cudo istnieje. Pozwól, że Ci je przedstawię. The Winner is….

Chatbot Messenger

Czym jest Chatbot? To aplikacja internetowa, zintegrowana z Messengerem, która pozwala budować przyjazną komunikację z potencjalnymi klientami. Możesz stworzyć perfekcyjny dział obsługi klienta albo/lub zbudować asystenta sprzedaży, który przeprowadzi go przez cały proces zakupu. Każdemu, kto do Ciebie napisał możesz wysyłać spersonalizowane wiadomości na temat ofert, promocji, konkursów itd. Raz zbudowany bot może dla Ciebie pracować nawet wiele lat! Marketing przy użyciu Czatbotów, to najpopularniejszy trend kończącego się roku.

W ramach testów możesz skorzystać również z mojego bota: https://www.facebook.com/messages/t/Ryho55

DARMOWY RAPORT SEO TWOJEJ STRONY

„Mam stronę internetową i chciałbym ją pozycjonować na następujące frazy…”.

Często można się spotkać z tak postawionym pytaniem. To trochę tak jakbyś, wybierając się na ryby, zastanawiał się nad doborem przynęty, nie myśląc o wyborze… łowiska.

Pozycjonowanie jest ok, chociaż ma i swoje wady. Frazy kluczowe potrafią sporo kosztować, budowa zaplecza jest najczęściej żmudna – efekty przychodzą po dłuższym czasie i sam proces może się zawalić

jednej nocy, gdy tylko Google zmieni algorytmy wyszukiwania. Z pierwszej strony można spaść na 15 i nie są to niestety przypadki rzadkie. Cały czas wisi nad nami też niebezpieczeństwo wpadnięcia w filtr Google, bo firma pozycjonująca niekoniecznie musi stosować się wszystkich

wytycznych budowania zaplecza. Droga na skróty czasami mocno kusi… .

Najczęstszy błąd jaki można popełnić przy płatnym pozycjonowaniu, to… pozycjonowanie bez optymalizacji strony. Czy będziesz się zastanawiać nad doborem odpowiedniego krawatu, gdy Twoja koszula straszy plamą po wczorajszej pomidorowej? :-).

Zgódźmy się zatem, że optymalizacja strony jest najważniejsza. Konieczność optymalizacji musi poprzedzać nawet myśli o pozycjonowaniu. Ale to nie wszystko. Czy zdajesz sobie w pełni

sprawę, że strona poprawnie zoptymalizowana… pozycjonuje się sama?! Tak jest, nie przesłyszałeś się. Dobrze zoptymalizowana strona sama wędruje w górę wyszukiwarek!

Żeby jednak mówić o poprawnej optymalizacji, musimy najpierw zdiagnozować stan obecny. Twoja strona musi być rzetelnie i profesjonalnie zdiagnozowana: trzeba zbadać rzeczy takie jak:

poprawność kodu HTML, CSS, JavaScript, Flash, zdjęcia, filmy. Musisz wiedzieć, jak Twój robot.txt indeksuje serwis, jak wygląda mapa witryny. Czy nie masz uszkodzonych linków, zduplikowanych treści, łańcuchów przekierowań. Czy Twoje linki są przyjazna, czy strona nie

ładuje się zbyt wolno, czy jest responsywna. Czy… czy… czy… .

Dawno, dawno temu, gdy jeszcze ludzie korzystali raczej z telefonów komórkowych, a nie ze smartfonów optymalizację wykonywano ręcznie i był to proces bardzo żmudny, a co za tym idzie… drogi. Na szczęście dziś automatyzacja posunęła się tak bardzo do przodu, że sam proces optymalizacji prowadzony jest przez zewnętrzne narzędzia, praktycznie bez konieczności znajomości kodu.

Jesteśmy w posiadaniu takiego bardzo zaawansowanego narzędzia, które wychwyci wszelkie błędy na Twojej stronie i pokaże wprost jak je naprawić.

Chcemy Ci zatem zaoferować audyt Twojej strony internetowej. Kilku stronicowy raport otrzymasz w formie plik pdf i… nie zapłacisz za niego ani grosza!

Sprawdź nas i swoją stronę. Pora na wizytę kontrolną u web-doktora.

Twoja strona internetowa też powinna taka być…

Pamiętam jeszcze koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, gdy posiadanie przez firmę strony internetowej było pewnym wyróżnikiem. Dopiero zaczynał się prawdziwy boom na obecność w sieci. Strony były budowane dosyć prymitywnie, grafiki, jeśli już efektowne, to ładowały się całymi minutami. Na stronie panował chaos, no bo przecież muszę się wszystkim pochwalić. Serwisy tworzone były przez „magików”, dla których jakiekolwiek zmiany, jak choćby dodanie jeszcze jednego numeru telefonu, stwarzało pretekst do wystawienia kolejnej faktury.

Nie tak odległe czasy tworzą jednak technologicznie całą epokę. Wystarczy tylko wspomnieć, że wtedy nikt jeszcze nie słyszał o smartfonach, serwisach społecznościowych, a prędkość internetu, mimo że dziesiątki razy mniejsza od obecnych standardów, uważana była za wystarczającą.

Rozwój technologii pozwala dziś budować strony piękne w formie i optymalne w treści. Jaka zatem powinna być strona internetowa według dzisiejszych wymagań?

  1. Zoptymalizowana

    Optymalizacja pozwala budować strony przyjazne robotom google co ma istotny wpływ na naturalne pozycjonowanie witryny.

  2. Responsywna

    W ubiegłym roku ponad 50% ruchu w sieci pochodziło z urządzeń mobilnych.

  3. Postawiona na CMS-ie

    Uzupełnianie treści witryny przez jej właściciela jest dziś standardem. Najpopularniejszym systemem zarządzania treścią jest dziś WordPress. Nad nim pracuje tysiące programistów. Coraz bardziej wypiera on tzw autorskie CMS, które zawodzą szczególnie gdy chcemy zmienić administratora strony.

  4. Aktualizowana systemowo

    Nawet tak potężne systemy jak Windows są wciąż usprawniane, ciągle programiści znajdują kolejne słabe strony, które są „łatane” poprzez aktualizacje. Pamiętaj Twoja strona też jest narażona na hackerskie ataki.

  5. Bezpieczna

    Nowe aktualizacje ustawy o Ochronie Danych Osobowych, nakładają na administratorów obowiązek zapewnienia użytkownikom bezpieczeństwa i ochrony. Coraz częściej poprzez stronę internetową dokonuje się na przykład zakupu. Tu poziom bezpieczeństwa musi być najwyższy.

  6. Nowoczesna w układzie

    To temat najbardziej indywidualny, ale przyjmijmy, że nie zawsze warto iść pod prąd. Jeśli duża część internetowej społeczności jest przyzwyczajona do panującego obecnie trendu (który obowiązuje dziś ale niekoniecznie za 3 lata), to warto to uwzględnić w swoich planach budowy nowego serwisu.