Płać, ale z głową

Czy istnieje sposób, aby firmowy fanpage przynosił wymierne korzyści bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów?

Zmartwię tutaj Czytelników, ale moim zdanie odpowiedź brzmi NIE. Nie mówię tu oczywiście o stronach czysto hobbistycznych, ale o zwykłych stronach firmowych na Facebooku.

Czasy, w których ludzie lajkowali te strony bez opamiętania, gdy post typu „wolisz kawę czy herbatę” albo „piątek, piąteczek, piątunio – jakie masz plany?” wywoływały zażarte dyskusje trafiły już dawno do lamusa. Tak zwane zasięgi organiczne są nieustanie cięte, co oznacza, że posty widzi coraz mniej osób.

Z kolei, korzystanie z płatnych form reklamy, najczęściej głównie przez niebieski przycisk „promuj post” jest nieskuteczne i drogie. Oczywiście można uzyskać znacznie lepsze rezultaty korzystając z pełnego panelu reklamowego Facebooka, a nie jego protezy w postaci „Promuj post”, ale faktem jest, że gdy płacimy, to rezultaty mogą być lepsze, ale zaraz po zakończeniu kampanii reklamowej wszystko wraca do poprzedniego stanu.

Czyli mówiąc krótko płacisz – działa, nie płacisz – przestaje działać.

Czy istnieje zatem sposób, aby wyrwać się z tego kręgu?
Załóżmy, że jesteś gotowy ponieść pewne koszty, ale chciałbyś uzyskać TRWAŁY efekt w postaci możliwości skutecznego kontaktu z osobami potencjalnie zainteresowanymi Twoją ofertą całkowicie bezpłatnie.

Otóż taki sposób istnieje, ale wymaga zmian w strategii obecności firmy na Facebooku.

Według mnie powinno to wyglądać następująco:
1. Zmieniam zasady publikowania postów: Poza „zwykłymi” postami publikuję w miesiącu dwa
posty specjalne. Muszą to być posty wywołujące reakcje w postaci licznych komentarzy.
2. Wzmacniam moje publikacje reklamą płatną (minimum połowa postów).
3. Na podstawie komentarzy tworzę listę aktywnych użytkowników w Messengerze („przenoszenie” najaktywniejszych fanów z fanpage do MSG)
4. Wysyłam komunikaty (tzw Broadcasty) do mojej listy w Messengerze z olbrzymią otwieralnością i całkowicie ZA DARMO!

Wszystko jasne?

No to do roboty!

Please follow and like us:

Profile firmowe jak grzyby po deszczu

Jesienią tłumy wielbicieli grzybobrania przemierzają okoliczne lasy w poszukiwaniu podgrzybków, kozaków, kurek, rydzów, gąsek no i oczywiście borowików. Grzybiarzy jest wielu, ale mimo to mało kto wraca z pustym koszykiem. Jesienny wysyp grzybów nasunął mi porównanie olbrzymiej ilości fanpage powstających na Facebooku.

Taki fanpage, to doskonały kanał marketingowy, dostrzegany obecnie przez wielu przedsiębiorców. Szesnaście milionów dorosłych użytkowników w Polsce, powoduje, że właściwie każda firma może tu znaleźć swoich odbiorców. Nie tylko w branży B2C, ale i w trudniejszej B2B. W końcu za decyzjami zakupowymi w każdej firmie stoją konkretne osoby fizyczne.

Gdy jednak przyjrzymy się bliżej firmowym profilom na Facebooku zauważyć możemy niepokojące zjawisko. Wiele tych stron jest po prostu martwych. Zabrały po kilkudziesięciu fanów, opublikowały kilkanaście postów i… i tyle. Nieaktualizowane, często niemal puste straszą po prostu swoją obecnością. A przecież ktoś kiedyś powołał je do życia, wiązał z nimi jakieś nadzieje. Z czasem zabrakło jednak pracowitości, pomysłu na rozwój lub po prostu czasu.

Zaskoczę tu czytających ten artykuł, ale ja z marketingowego punktu widzenia dostrzegam zjawisko jeszcze gorsze niż martwe fanpage.

Często firmowy profil może być niemal piękny. Posty mogą być publikowane prawie codziennie. Często zamieszczane są wypieszczone grafiki, filmy wideo etc. Czego się zatem „czepiam”?

Otóż niemal nikt tego wszystkiego nie widzi!

Osoba (agencja) prowadząca tę stronę wykonuje kupę świetnej, nikomu nie potrzebnej roboty!

Jeśli firmowe posty nie wywołują ożywionej dyskusji w postaci publikowanych komentarzy, to na takim fanpage obowiązuje surowa zasada cięcia zasięgów organicznych. Post bez reakcji dociera jedynie do kilku procent fanów! Mając powiedzmy 1000 osób lubiących dany fanpage publikujemy faktycznie dla kilkudziesięciu osób. Czy ta praca warta jest świeczki?

Świeczki może i tak, ale już na pewno nie pieniędzy, które za takie posty się płaci.

Często spotykana na rynku propozycja pisania 20 postów miesięcznie za 2000 złotych jest po prostu skrajnie niekorzystna dla firmy, która zleca to osobie fizycznej lub agencji.

Za takie pieniądze należy wymagać raczej działań kreatywnych, które wzbudzą zainteresowanie odbiorców oraz prowadzenia kampanii reklamowych, bez których trudno obecnie wyobrazić sobie celową obecność firmy na Facebooku.

 

 

ryszardholubowicz@gmail.com

Please follow and like us:

Narysować Facebooka

Wśród osób zajmujących się marketingiem na Facebooku różnice miedzy profilem a fanpagem, osobistym kontem reklamowym a kontem biznesowym, zasięgami organicznymi a płatnymi są oczywiste.

Okazuje się jednak, że wiele firm nie prowadzi żadnych działań marketingowych na Facebooku i tłumaczenie im wszelkich niuansów jest dosyć trudne. Pomyślałem zatem, że zwizualizowanie laikom podstawowych schematów obowiązujących na Facebooku może przynieść pewne korzyści – i w ten sposób powstał ten artykuł.

Jest jasne, że ta wizualizacja zawiera mnóstwo uproszczeń, ale myślę, że dawać będzie podstawowe pojęcie o tym jak ten mechanizm działa.

Wyobraźmy sobie olbrzymi gmach złożony z trzech poziomów.

Poziom pierwszy, z którego można wejść do środka, to profile użytkowników. Mamy tutaj ponad dwa i pół miliarda(!) pokoi, których właścicielami są osoby fizyczne. W takim pokoju każdy z nas ma przed sobą duży ekran (czyli oczywiście newsfeed), na którym Facebook wyświetla to co mu przyjdzie do głowy. Mamy pewien ograniczony wpływ na to co, a mówiąc bardziej precyzyjnie od kogo nam się tutaj wyświetla. Posty od znajomych, od rodziny, od polubionych firm mają tutaj pewne pierwszeństwo, ale i tak wszystkim rządzą tajemnicze algorytmy Facebooka.

Drugi poziom to poziom firmowy. Tutaj znajdują się tak zwane fanpage. Przyjmijmy w olbrzymim uproszczeniu, że każda osoba fizyczna ( a dokładniej jej profil osobisty) zarządza jednym fanpage.

Oczywiście, tak naprawdę są miliony osób, które nie zarządzają żadnym kontem firmowym (czyli fanpage) oraz inne miliony, które zarządzają wieloma kontami. Jednak, dla uproszczenia przyjmijmy założenie, o którym napisałem wcześniej: jedna osoba – jedno konto firmowe.

Zauważmy ponadto że jedyne przejście na wyższy poziom firmowy mamy poprzez profil czyli poziom podstawowy. Wszak to tylko na poziomie osobistym znajdują się wszystkie wejścia do naszego facebookowego gmachu.

Zobaczmy zatem co znajduje się w przeciętnym pokoju poziomu drugiego. Tutaj praca wre. Mamy przygotowaną specjalną maszynę, która produkuje przy naszym udziale wszelkiego rodzaju posty, udostępnienia, komunikaty, zwane krótko impulsami informacyjnymi, które dotyczą naszej firmy. Najważniejszą cechą takiego pokoju jest to, że… ma zaciemnione szyby. Nie mamy generalnie wpływu na to, kto i kiedy te impulsy zobaczy! Wszystko zależy od algorytmów Facebooka. Może być niestety i tak (i uwierzcie mi, że bywa), że starannie przygotowywane marketingowe teksty trafiają w kompletną próżnię!

Tak jednak, jak z poziomu pierwszego trafiliśmy na poziom drugi, tak możemy z niego wejść jeszcze wyżej, na trzeci poziom reklamowy. Tutaj trafiamy do zupełnie innego świata. Podczas, gdy na poziomie drugim siedzieliśmy w zaciemnionym pokoiku, czując się może trochę jak intruz, tutaj, na poziomie trzecim Facebook wita nas światłem i nastrojową muzyką. Skąd ta zmiana? Dwa pierwsze poziomy były kompletnie bezpłatne, na trzecim stajemy się ważnym klientem. Co więcej Facebook pozwala nam spojrzeć w dół, gdzie możemy zobaczyć nawet poziom pierwszy (profile). No może nie bezpośrednio i wyraźnie, a raczej jak przez mleczną szybę, ale wystarczająco dokładnie, aby wyodrębnić pewne zbiory (grupy odbiorców), którymi możemy być potencjalnie zainteresowani.

Co widzimy w naszym pokoju na trzecim poziomie? Olbrzymią skomplikowaną ścianę, pełną mnóstwa różnych tajemniczych przycisków, przełączników i potencjometrów – jest to tak zwany panel reklamowy Facebooka (menedżer reklam). Jest to wprost genialny zautomatyzowany w dużej mierze system, korzystanie z którego wymaga jednak dużej wiedzy, doświadczenia i kreatywności. To tutaj powstają reklamy, za które płacimy Facebookowi.

Jest w pokoju jednak coś jeszcze: duża wajcha z niebieskim napisem PROMUJ POST. I każdy ją może łatwo uruchomić jednym pociągnięciem! I nie wymaga to wcale dużej wiedzy, doświadczenia czy kreatywności. Jest to substytut menedżera reklam, który stwarza iluzję sensownego wydawania naszych pieniędzy. Jeśli spotykasz kogoś, kto twierdzi, że reklamy na Facebooku nie działają, masz przed sobą zapewne ofiarę przycisku „Promuj post”. Ale to temat na inne opowiadanie.

Please follow and like us: